Bank wiedzy

publikacje o wszelakiej tematyce - wiedza o wszystkim

O banku wiedzy...

Bank wiedzy - serwis publikujący artykuły na każdy temat. Ciekawe informacje na temat produktów, usług i firm. Bank wiedzy i artykułów - wejdź i przekonaj się sam.

Nasze życie bez lodówki Candy?

kwiecień 7th, 2008

Zastanawiałem się ostatnio jak my mamy dobrze. Najśmieszniejsze, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Powinniśmy każdego dnia dziękować Bogu za to, że urodziliśmy się pod koniec dwudziestego wieku. W czasach, o których mówi się „przyszłość jest teraz”. To chyba o czymś świadczy. Jakże inaczej wyglądałoby przecież nasze życie, gdyby każdy kolejny dzień pozbawiony był nowinek technicznych, które na każdym kroku nas otaczają. Pal sześć Internet i dajmy na to technologię DVD. To przecież zbędny luksus. Dałoby się bez tego żyć. Może nie byłoby po prostu co robić zimowymi wieczorami. Może więcej osób nauczyłoby się wyszywać albo malować. Ale przecież ciężko wyszywać po ciemku. Żarówka to też osiągnięcie nauki. Edison wykonał setki albo i nawet tysiące prób nim doszedł do tego, że żarnik ma być wykonany wolframu, a nie jak wcześniej sądził – z grafitu. A jak wyglądałoby nasze życie bez lodówki? Jak ludzie egzystujący przed nami sobie bez niej radzili. Pomijając już nawet niemożność napicia się zimnego sprite’a, nawet przechowanie mięsa, np. w lato byłoby raczej niemożliwe. Podobno coś na wzór lodówki mieli już starożytni. Nie były to jednak chłodziarki firmy Candy. Były to jednak wtedy wielkie pomieszczenia, które powiedzmy sobie szczerze, raczej nie nadawały się do zwykłego domu. No bo jak? Każda rodzina miałaby budować gigantyczną chłodnię zaraz przy swoim szałasie/drzewie/ziemiance, czy gdzie tam oni jeszcze mieszkali? Ciężko. Najbliżej odkrycia lodówki byli chyba Wikingowie, którzy mięso po prostu chowali w ziemi, wypełniając wykopane wcześniej doły śniegiem i lodem. To już prawie to. Coraz bliżej lodówki, jak święta w reklamie Coca-Coli. Takie hibernowane mięso mogło przeleżeć w ziemi nawet kilka miesięcy. Gorzej jeśli klimat był niesprzyjający. Trudno o lód np. w Polsce, w okresie letnim w średniowieczu. Ale potrzeba matką wynalazku. Szukano innych sposobów konserwacji. Doskonale zdała tu egzamin sól, która dzięki temu, że zatrzymywała wodę, konserwowała mięso. Ta technika sprawdza się przecież nawet w naszych czasach. Na szczęście od początku dwudziestego wieku mamy już lodówki bliższe tym nam współczesnym. Każdy z nas ma swoją sztukę w domu. Często są to lodówki Candy, bo to sprawdzona firma, kojarzona z marką jak Boeing z samolotem. Bo przecież lodówki mają nam służyć latami. To nie jest przedmiot, który wymieniamy co roku, czy co dwa lata jak np. kartę graficzną w komputerze. Candy to firma z tradycjami, która na swoim fachu zna się przecież nie od dziś i można na niej polegać jak na Zawiszy.

Miałam okazję, bo raczej nie była to przyjemność, pracować w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej w firmie sprzątającej gigantyczne rezydencje bogaczy. Przy czym w tym wypadku „bogacze” oznaczają milionerów z Nowego Yorku, rekiny biznesu i finansjery, gwiazdy muzyki i Hollywoodu. Tym, co zdecydowanie ułatwiało pracę był odkurzacz centralny. Nie przesadzę, jeśli powiem, że system centralnego odkurzania jeśli nawet nie ratował nam, sprzątaczkom, życia, to na pewno siły. Odkurzacz centralny jest lżejszy i wygodniejszy w obsłudze niż ten standardowy, ma też znacznie dłuższą rurę dzięki czemu odkurza dokładniej, bo, powtarzając za jakąś telewizyjną reklamą, można dotrzeć do wszelkich zakamarków. Pamiętam pewien salon, tak olbrzymi jak mój cały dom, wypełniony po brzegi rzeźbami i innymi dziełami sztuki, umeblowanie którego stanowiły niezwykle awangardowe meble, zapewne prosto z pracowni projektanta. Ciężko było tamtędy przejść bez potrącenia czegoś. Gdyby nie system centralnego odkurzania nie zdołałabym chyba owego salonu posprzątać. To śmiesznie zabrzmi, ale odkurzacz centralny dawał mi pewien komfort psychiczny, gdyż wiedziałam, że nawet jeśli coś potrącę – co w sumie było nie do uniknięcia – rura jest na tyle lekka że nie wyrządzi dużych szkód. Może nawet żadnych, jeśli nacisk będzie zbyt lekki by przewrócić drogocenną rzeźbę. Dlatego chwała wszystkim bogaczom, którzy zakładają u siebie odkurzacze centralne. Dobrze wiedzą, co robią, chroniąc nie tylko siły sprzątaczek, ale też własny dobytek. Rzecz jasna system centralnego odkurzania nie jest spotykany wyłącznie w rezydencjach. Dość często można się na odkurzacze centralne natknąć w normalnych domach amerykańskiej klasy średniej. Co ciekawe wbrew temu co sugerują seriale, np. słynne „Gotowe na wszystko”, panie domu w wyżej wspomnianej klasie same rzadko sprzątają, woląc zapłacić te kilkadziesiąt dolarów i zrzucić przykry obowiązek na kogoś innego. Trudno im się zresztą dziwić, na ich miejscu też pewnie tak bym postępowała. Nie zmienia to faktu, że domy, gdzie są odkurzacze centralne, sprząta się o wiele przyjemniej i chętniej.