Opakowania
wrzesień 16th, 2008
Kiedy weszłam ostatnio do pokoju mojego chłopaka, przeżyłam głęboki szok. Że też mężczyzna może mieszkać w takim nieładzie! Po podłodze walały się opakowania tekturowe po pizzy, opakowania DVD, jakieś paprochy, ubrania i różnego rodzaju śmieci. Na to się, szczerze powiedziawszy, niespecjalnie dało patrzeć. Przeprowadziłam z nim poważną rozmowę o tym, że tworzenie sobie mikroklimatu we własnym pokoju nie jest najlepszym pomysłem. Zużyte opakowania tekturowe mają swoje miejsce – w koszu, opakowania DVD powinny leżeć na półce, a opakowania kartonowe można składować jako rozpałkę do ogrzewania centralnego. Pojęcia recyklingu mój luby chyba jeszcze nie rozumie, ale postaram się wbić mu je brutalnie do głowy, dokonując w jego pokoju szeroko zakrojonej walki z zaśmieceniem. Ponieważ jednak mężczyzna strasznie się bronił przed atakiem odkurzacza, postanowiłam wziąć te opakowania kartonowe, dać mu je razem z ołówkiem i kazać napisać sto razy „nie będę śmiecił w naszym wspólnym domu, gdy zamieszkamy razem, inaczej moja Pani mnie zabije”. Sprytne, prawda? Załamał się i powiedział, że mógł był zostać zakonnikiem. Ale, dokonał heroicznego wyczynu i posprzątał opakowania DVD. Z racji tego, że poczułam się z niego szalenie dumna (wszakże schylenie się i podniesienie ich z podłogi kosztowało go bardzo wiele wysiłku), pozwoliłam mu odpocząć przez najbliższe dwie minuty, a potem kazałam mu wyrzucić także opakowania tekturowe, które powoli zarastały już radosną pleśnią (pizza, jak się okazało, miała około trzech tygodni). Kiedy zrobił, co należało, zapytał, czy to już koniec męki. Odpowiedziałam, że nie, i że ma jeszcze zapisać te opakowania kartonowe, przeczytać kilka razy, a potem zabrać je do domowej kotłowni, by służyły w zimie na rozpałkę. Kiedy już dziesięć razy napisał nakazane przeze mnie zdania, uznałam, że dosyć tych tortur i zabrałam go na ciasto. Jak stwierdził, pokochał potwora i będzie potrzebował dzielnego rycerza na ratunek. Obawiam się jednak, że to nie najlepszy pomysł. Rycerze myli się jeszcze rzadziej, niż on…